Niestety na razie próbowałem tylko rozpalania ognia przy pomocy fabrycznego krzesiwa oraz metodą łuku ogniowego. Ray Mears wymienia jeszcze metody: świdra ogniowego, pługu ogniowego, piły ogniowej a Stykowski pisze o rozpalaniu ognia przy pomocy sznurka.
Z łuku ogniowego uzyskałem na razie tylko dużą ilość dymu, ale już mogę podpowiedzieć kilka rzeczy.
ŁUK OGNIOWY. Całe urządzenie składa się z podkładki (w której będziemy wiercić), świdra (który będziemy obracać), łuku (służącego do obracania świdra) oraz klocka dociskowego.
- Świder i podkładka nie mogą być z drewna zbyt twardego - mają się ścierać. Klocek dociskowy wręcz przeciwnie - można nawet użyć kości.
- Na brzegu deseczki wiercimy czubkiem noża otwór - kształt prawie dowolny, w miarę okrągły, na tyle jednak głęboki żeby świder z niego nie wypadał przy obracaniu. Podobnie w środku klocka dociskowego.
- Świder powinien być prosty (łatwiej go będzie obracać) na dole obrobiony półkuliście, u góry (przy klocku dociskowym) na ostro. Boki świdra powinny jak najlepiej trzymać się cięciwy łuku, więc nie warto go korować a jeśli jest gładki - zastrugać w kilka kantów.
- Otwór w klocku dociskowym można nasmarować tłuszczem dla zmniejszenia tarcia.
- Cięciwa powinna być z rzemienia lub sznurka odpornego na ścieranie - może być nylonowa pleciona linka średnicy 2-3mm.
- Cięciwa i sprężystość łuku muszą być tak dobrane, żeby po jednokrotnym okręceniu cięciwy na świdrze dało się nim kręcić. Ewentualnie można regulować naciąg cięciwy palcami ręki trzymającej łuk. Łuk wtedy może być mniej sprężysty.
- Im dłuższy łuk tym dłuższe będą pociągnięcia i mniej męczące rozpalanie ognia. Ale bez przesady.
- Po pierwszym wierceniu w nowym otworze, kiedy otwór i świder będą już do siebie pasować, należy z boku otworu wyciąć rowek odprowadzający żar na hubkę podłożoną pod spodem.
- Każdy sam się musi nauczyć jak regulować siłę docisku i prędkość obrotów.
- Po uzyskaniu dymu nie można przestawać wiercić - właśnie w tym momencie zaczyna powstawać żar.
Więcej szczegółów o łuku ogniowym u Bartosza Gorayskiego.
survival_zielona_kuchnia